środa, 29 stycznia 2014

Szczęście.

   Szczęście przypłynęło /jak sądzę/ w ciasnym kontenerze z dalekich Chin. Trzydzieści cztery dni od wyjścia z portu w Szanghaju, trzy dni na rozformowanie kontenera  w magazynie celnym, trzy do pięciu dni na transport z Rotterdamu lub Hamburga, kilka dni na krajową dystrybucję. Trzydzieści dni leżakowania na regale, aż do obniżki ceny. Kurz ma na elementach nieosłoniętych.

 Szczęście wypatrzone i wyproszone. Wymarzone szczęście do zestawu szczęść poprzednich. Intrygująca szata zewnętrzna, inspirująca wyobraźnia tego, co pod tekturową pokrywą . Trzymane pod ręką szczęście, wleczone po laminacie do swojego królestwa, rozcinane i rozplątywane. Przecierane wilgotną ściereczką szczęście, jego polipropyleny, polietyleny, poliestry i celuloidy. Wygładzane pilniczkiem ostre zadziory na szczęściu, usuwane ledwo trzymające się szczęścia ozdóbeczki i szczególiki, takie w sam raz do połknięcia. Zaklejane w szczęściu niedoróbki montażowe. Nad kuchenką gazową zmiękczanie szczęść, nadawanie im kształtu bardziej anatomicznego, łagodzenie płaszczyzn i kantów tandetnej wtryskarki. Układanie mniejszych szczęść stanowiących zestaw będący szczęściem tym właściwym. Nazywanie i nadawanie funkcji. Wyobraźnia przenosi na miejsce brawurowych akcji. Fascynacja. Pełnia szczęścia.
Wymarzony zestaw bohatera...



6 komentarzy:

  1. Nie ma to jak dzielić radość z wnukiem. Gratulacje:-)
    Mi wypada jeszcze cierpliwie poczekać, aż ktoś popełni dziecko i ustanowi mnie dziadkiem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, ale to mój syn. Młodszy... :)

      Usuń
  2. Bo grunt to uśmiechnięty mały bohater ;) A ile ma?

    OdpowiedzUsuń
  3. ...przeczytałam ten wpis póżno wieczorem i...uśmiechałam sie długo do swoich myśli,zamiast iść spać;-) Myślałam,że dzisiejsze dzieciaki...już tak się nie cieszą...że dostępność wszystkiego i zapobiegliwość rodziców, którzy z większą łatwością niż kiedyś spełniają marzenia pociech....stępiły to piękne odczuwanie. Że w ślad za większą osiągalnością wymarzonych rzeczy, znikła radość, która utrzymywała się dłuuuuuugo...;-) Twój wpis przywołał tyle wspomnien np ten kiedy...ten zrodzony w stanie wojennym;-) w wieku 3ch lat dostaje zestaw plastikowych narzędzi czyli młotek, śrubokręt, kombinerki, śruby i listwę z odpowiednimi dziurami do których o dziwo te śruby pasowały;-) Siedział godzinami...wkręcał, wykręcał...znowu wkręcał i wykręcał...nosił te narzędzia wiele dni za paskiem...Póżniej była kolejka Piko kupiona z ogłoszenia a póżniej Lego kupione na giełdzie rzeczy używanych;-)))
    ...fajny wpis;-) pozdrawiam a malucha szczególnie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, dzisiejsza dostępność wszelkich zabawek w dowolnej cenie raczej nie sprzyja długiej z nich radości. Gdzie nie pójdziesz, tam szczęścia się śmieją z półek. I to tych najniższych.
      Pozdrawiam :)

      Usuń

Dodając komentarz:
- jeśli masz stronę/bloga na innej platformie wybierz: "nazwa/adres URL'', gdzie w polu "nazwa" wpisujesz nazwę, w polu "URL" wklejasz adres strony/bloga. Jeśli nie posiadasz takowych - po prostu wpisz swój nick w polu "nazwa". Będzie miło zwracać się "po nazwie"
- jeśli wybierasz "Anonimowy" - na końcu komentarza wpisz swój nick.
Weryfikacja obrazkowa jest wyłączona. Dzięki za wpis.