sobota, 20 października 2012

Samobójcy.

  "Często ci, którzy popełniają samobójstwo, czynią to po prostu dlatego, aby wywrzeć głębokie wrażenie na pozostałych przy życiu. Samobójstwa są zatem często zaaranżowane w ten sposób,aby zadać maksymalny ból tym, którzy pozostali"- Zimbardo/Ruch
  "Samobójstwo jest niewątpliwie najokrutiejszą śmiercią ze wszystkich dla tych, którzy pozostają" - Grollman, 1971r.

   Trzy samobójstwa w Bogatyni w ciągu jednego tygodnia. Nie pamiętam takiej sytuacji w moim mieście. Zdarzało się - jak to w społeczeństwie - według określonego wskaźnika (który podobno ciągle rośnie), że ktoś tam, gdzieś. Ot, odsetek, część statystyki. Zawsze tragiczne - bo niespodziewane. Co ciekawe - z reguły niespodziewane. Później już, "po", okazuje się - "no tak, było coś, ale nikt tego poważnie nie traktował. Sygnały podobno zawsze jakieś są, ale jak wspomniałem - nikt tego poważnie nie traktował. Nie miałem nigdy (na szczęście) sytuacji, gdybym musiał takie zdarzenia rozbierać na części pierwsze i analizować. Ale:

  Z reguły jest tak: "a wiesz kto się powiesił ?", "tyyy, nie zgadniesz kto", "nigdy byś nie powiedział kto" - zawsze zaskoczenie. Bo:

 "A taki uśmiechnięty/uśmiechnięta zawsze, a pogada, a uśmiechnie, a młody(a), a kto by pomyślał"... Dlatego że:

 Nie kojarzę, by targnął się na siebie jakiś chroniczny fatalista, taka "stara bida" wspomniana kiedyś przeze mnie w jakimś wpisie. Zawsze jest to ktoś, o kimś nikt nie powiedział by - "dołujacy(a), zdołowany, a wiedzieliśmy że tak będzie".

 Zawsze w takich przypadkach wracam do myśli  Fryderyka Nietzsche - "Myśl o samobójstwie jest wielkim pocieszeniem. Dzięki niej udaje się przetrwać wiele złych nocy" - niezmiennie w tych momentach przez ten pryzmat widzę osoby "o których nikt by nie powiedział". Może stąd brała się ich zasłona, może to właśnie dawało im pocieszenie ?

 Teraz nikt się nie dowie. Można gdybać na podstawie wieloletnich badań mądrych ludzi. Ale coś w tym jest, skoro niezmiennie dziwię się "ten,ta ??" Cóż.

  Samobójcy pewnie żałują swego kroku, jeśli rozpatrywać to w jakikolwiek sposób jest im dane.Samobójcy nie mogą zrobić kroku wstecz i wyśmiać własnych problemów. Samobójcy nie ukoją swoich rodzin. Samobójcy nie ulecza złamanych dziecięcych dusz. Samobójcy nigdy nie naprawią swoich szkód.

 Samobójcy są wśród nas.

21 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dlaczego kiedy myślimy o smierci i jej nieuchronności, czujemy paniczny lęk a myśl o samobójstwie przynosi ulgę, ponieważ wydaje się nam ono lekarstwem na wszystkie problemy?
    I to smierć,i to śmierć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może dlatego, że świadomość nieuchronności śmierci i naszej wobec niej bezradności jest upokarzająca - ubezwłasnowolnia nas ona i odbiera nam władzę nad naszym życiem, a suwerenna decyzja i akt samobójstwa tę władzę i godność przywracają.
      Nie mamy wpływu na to, czy umrzemy - możemy mieć wpływ na to, kiedy i jak umrzemy. Kiedy życie staje się nie do zniesienia, samobójstwo jest pełnym godności wyrazem dezaprobaty dla tegoż - ucieczką - być może - ale na pewno i skutecznym rozwiązaniem.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    3. Z całym szacunkiem, ale chyba jesteś osobą młodą i niedoświadczoną (przez życie), a już na pewno masz dość naiwnie pozytywne i rozbrajająco racjonalizujące (choć jednocześnie podszyte brakiem logiki) do niego podejście.
      Po pierwsze - upokarzająca i upadlająca człowieka jako istotę stawiającą się ponad wszystkie inne i chlubiącą się potęgą swego umysłu jest jego samoświadomość - zdając sobie sprawę z własnej skończoności nie jest jednocześnie w stanie zapobiec nieuchronnemu końcu swojej egzystencji. W obliczu tego faktu wszelkie wyobrażenia i przeświadczenia o własnej wielkości i ważności wydawać się mogą tylko żałosnymi, i takimi też są w istocie. "Naturalna kolej rzeczy" ... Czy może być coś bardziej nienawistnego dla istoty, która ponad naturę się stawia i pragnie ją sobie podporządkować, niż fakt, że jak wszystko inne podlega prawom tej właśnie natury? Trzeba ogromnej pokory, żeby przełknąć tę gorzką prawdę i zaakceptować fakt własnej marności - tylko ilu tak naprawdę i na poważnie, z wyciąganiem ostatecznych wniosków i rozumieniem konsekwencji, mierzy się z tą kwestią w młodości, kiedy wydają się samym sobie wiecznymi i niezniszczalnymi ...
      Po drugie - niespecjalnie przekonuje mnie ta paralela istoty ludzkiej do produktu i dalsze jej implikacje (okres przydatności, wady, użycie niezgodne z przeznaczeniem itd.). Owszem, nie znamy naszego "okresu przydatności", ale wiemy, że jest on skończony, na "wady" nie mamy specjalnie wpływu (nie bierzemy czynnego udziału w procesie naszej "produkcji"), "przetermniowanie" oznaczałoby, że żyjemy za długo (dlaczego, ktoś nie zdjął nas zatem na czas z półki i kto w ogóle o tym decyduje?), a użycie niezgodne z przeznaczeniem zakładołoby, że mielibyśmy skądś wiedzieć z góry, jakie jest nasze przeznaczenie. Trochę to mętne, nieadekwatne i nieprzekonujące ...
      Po trzecie - akt samobójstwa jest ostatecznym przejawem naszej suwerenności jako istoty ludzkiej obdarzonej (czy raczej obciążonej) świadomością własnej skończoności wobec faktu nieuchronności śmierci. Nie chodzi o "rządzenie" w ogóle, a już na pewno nie o rządzenie "po" - chodzi o to, że będąc bezradnym wobec faktu nieuchronnego, ale też i nieznanego końca własnej egzystencji, co w istocie odbiera nam kontrolę nad naszym życiem (nie decydujemy ani o jego początku, ani o długości trwania, a nasza nad nim kontrola, gdy trwa, najczęściej też jest iluzoryczna), możemy jedynie zdecydować o jego końcu - w dramatycznym, ale też pełnym godności akcie niezgody na ograniczanie prawa do decydowania o sobie.
      Po czwarte - pojęcia elementarnej godności istoty ludzkiej i (potocznie rozumianego) poczucia honoru nie są tożsame, i tym drugim nie zajmuję się bynajmniej.
      cdn.

      Usuń
    4. cd.

      Po piąte - istnieją problemy i sytuacje, które nie są jedynie wynikiem "zaburzenia ich postrzegania" - to, w jaki sposób postrzegamy świat obiektywny, inaczej niż w fizyce kwantowej, nie ma wpływu na jego kształt i obraz. Chyba masz problem z uruchomieniem wyobraźni, może też nie spotkałaś się z relacjami ludzi, których los doświadczył, najwyraźniej też nie znalazłaś się nigdy w sytuacji granicznej (w rozumieniu filozofii egzystencjalnej), i banalizujesz i bagatelizujesz problem, odnosząc to do pospolitych kłopotów dnia powszedniego, "dziejących się jedynie w głowie, z którą należy zrobić porządek" ... Wystarczy przypomnieć świadectwa ludzi, którzy przeszli przez obozy koncentracyjne (nie taka to odległa przeszłość, i nie wiadomo, czy przeszłość już na zawsze), czy gułagi (odsyłam choćby do "Innego świata" Herlinga-Grudzińskiego) - o istotach ludzkich zredukowanych do zwierzęcego instynktu samozachowawczego, doświadczających upadlającego głodu i zimna, które czyniły ich bezmyślnymi, bezwolnymi, nieczułymi "kukłami"; o "ludzkich łachmanach" - poniżonych, wyzutych z godności, odartych z wszelkich ludzkich cech, zdolnych do największych podłości, łajdactw i samoupokorzeń, byle tylko przeżyć - wystarczy przypomnieć te świadectwa, żeby zrozumieć, że są sytuacje, z których jest tylko jedno godne wyjście.
      Jak znieść to, że na naszych oczach gwałcą i mordują matkę, żonę, córkę? Jak żyć dalej, gdy naszemu dziecku roztrzaskano o mur główkę i rzucono je na pożarcie psom?
      Są doświadczenia, które przechodzą ludzką zdolność pojmowania i czucia.
      I choć człowiek jest ponoć w stanie znieść wszystko, to ta myśl jest też właśnie najbardziej nieznośna - bo cena, jaką za to płaci, jest często zbyt wysoka.
      Po szóste - samobójstwo jest skutecznym rozwiązaniem kwestii niemożnośći rozwiązania naszych problemów. To że świat istnieje dalej i dalej toczy się życie (innych), nie ma nic do rzeczy - samobójca swą śmiercią nie zamierza przecież unicestwić niczego i nikogo więcej poza własną osobą. Problemy samobójcy nie zawsze są też automatycznie problemami innych - to myślowe nadużycie. Nie rozumiem też, dlaczego samobójstwo tak często pogardliwie nazwywa się ucieczką przed problemami - ludzie uciekają przed nimi w sposób o wiele bardziej tchórzliwy i o wiele mniej elegancki np. w nałogi (narkotyki, alkohol, nikotyna, seks itd.), a budzi to o wiele mniejszą dezaprobatę.
      Po siódme - na pewno nie jest łatwo pozbawić siebie samego życia - co to, to nie. Samobójcy to bez wątpienia ludzie odważni - i, gwoli jasności, nie mówię tu o tych słabeuszach i mistyfikatorach, którzy markowanymi próbami samobójczymi pragną jedynie zwrócić na siebie uwagę świata - ci pierwsi stając w obliczu sprawy najbardziej ostatecznej, kuszeni mamidłami instynktu samozachowawczego, łudzeni wciąż tlącą się nadzieją na lepszą przyszłość, nie rejterują tchórzliwie, lecz stawiają czoło swej sytuacji.
      Dla tych wszystkich pozostałych, którzy na ten akt nie są w stanie się zdobyć, samobójstwo jako zawsze dostępna ostateczna opcja pozostaje użyteczną ideą pozwalającą znosić "nieznośną ciężkość bytu".

      Usuń
    5. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  3. Niby i to i to, ale jednak nie to... W rozwinięciu myśli Nietzschego zawiera się definicja dość złożonego zaburzenia psychicznego, nie chce mi sie przepisywać ani streszczać z książki, ale co pewne - kto chce, ten znajdzie... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pitfall, całkiem nieźle sobie radzisz na swoim podwórku, serio. Szybko się uczysz i jeszcze szybciej wyciągasz poprawne wnioski. Do tego ciekawie i sprytnie piszesz. Obyś utrzymał tempo i nie załapał "sodówy", ale znając Ciebie to raczej ci nie grozi ;)
    Życzę kolejnych odsłon potrójnego :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. Niedawno powiesił się mój sąsiad. Zostawił żonę i 3 letniego synka. Mój też ma 3 lata i jak na niego patrzę, to za cholerę nie mogę zrozumieć co takiego mogło skłonić faceta do tego kroku. Ale pewnie na tym polega "urok" samobójstwa.
    Zresztą prawie każdy czasami o tym myśli, a jeśli by zapytać to prawie nikt się nie przyzna. A samemu powiedzieć to głośno w towarzystwie, to już prawie wyrok i kaftan.
    Ale w tym cały samobójstwie jest coś takiego, co pociąga - kontrola nad własnym życiem, łącznie z wyborem sposobu w jaki chcemy je zakończyć.

    OdpowiedzUsuń
  7. Pitfall - samobójstwo, to odwaga a nie kara dla otoczenia. To wołanie o ratunek, bo może ktoś "odetnie". Nie wiesz nic o czynnikach powodujących targnięcie się na własne życie. Nie wiesz nic o obawie, że mógłbyś to zrobić a jednak chcesz żyć. Samobójstwo to chwila gdy dzwonek do drzwi ratuje życie, to 5 sekund, które determinują tak mocno, że zaciskasz pętlę.

    OdpowiedzUsuń
  8. Całkiem możliwe, że samobójstwo to akt odwagi a nawet jej braku. Ja w tym wpisie odniosłem się do konkretnych trzech przypadków które miały miejsce w Bogatyni w przeciągu kilku dni - i o nich tu jest. Co do przyczyn i skutków to jest ich pewnie tyle, ile akcji udanych i nie.
    I nie mogę jakoś w tych właśnie wspomnianych przypadkach nijak dopasować do nich aktu odwagi. Bo - matka dwójki dorastających dzieci, ojciec kilkulatka, starsza pani - babcia wnukom, to nijak mi nie pasuje. Może i nie wiem (raczej nie wiem) co samobójcy tłucze się po głowie, pewny natomiast jestem tego, że rodziny tychże będą się z tym zmagać całe lata, a może i całe życie.
    Wołanie o ratunek bo może ktoś odetnie to akt histerii, tak samo jak sms, czekanie na dzwonek i tym podobne spektakle.Przypadków, sytuacji i okoliczności jest tak wiele że nie sposób ująć ich w najgrubszej nawet księdze.
    Nie wiem nic o przyczynach, o czynnikach, "chceniu" czy "niechceniu" - tak samo jak zdecydowana większość z nas, nie wiemy tego - bo ta wiedza w lwiej części jest "po drugiej stronie"

    OdpowiedzUsuń
  9. Konsylium psychologiczne Ci z tego wyszło :)
    Rozkraczasz się w każdym temacie Pitfal. Nie masz własnego zdania czy prowokujesz?

    OdpowiedzUsuń
  10. I znów to samo. Ja wolę się rozkraczać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdzieś w Biblii jest napisane: "samobójcy będą przeklęci".
    Daje do myślenia... .

    Robi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bo dokonują nieodwracalnego. A to może tylko Bóg.

      Usuń

Dodając komentarz:
- jeśli masz stronę/bloga na innej platformie wybierz: "nazwa/adres URL'', gdzie w polu "nazwa" wpisujesz nazwę, w polu "URL" wklejasz adres strony/bloga. Jeśli nie posiadasz takowych - po prostu wpisz swój nick w polu "nazwa". Będzie miło zwracać się "po nazwie"
- jeśli wybierasz "Anonimowy" - na końcu komentarza wpisz swój nick.
Weryfikacja obrazkowa jest wyłączona. Dzięki za wpis.