czwartek, 28 marca 2013

Tandeta.

 Psikawki "jajeczka" - odkąd pamiętam - zawsze były mocno poszukiwanym i pożądanym przez dzieciaki towarem sezonowym w sezonie "plus tydzień do śmigusa".
  W czasach współczesnych memu dziecięctwu w zasadzie wielkiego wyboru nie było, wspomniane jajeczka plus ewentualnie plastikowe żaby, nieraz pistoleciki na wodę produkowane przez którąś z wielu spółdzielni inwalidów na byle jakich wtryskarkach. W stosunku jakość/cena bezapelacyjnie wygrywały jajeczka, przed żabami zużywającymi zbyt wiele wody na psik i nie mieszczącymi się w kieszeni, czy też pistoletami na wodę dość szybko psującymi i przeciekającymi w kieszeni. W ówczesnych czasach psikawki nabywało się na podstawie szeptanych wskazówek "gdzie są". Najszybciej i najbliżej było "u Józka" na osiedlu 25-lecia PRL, najdalej ale za to najpewniej - w kiosku szpitalnym. Kiosk szpitalny miał tę zaletę, że był zaopatrywany identycznie jak te na mieście, jednak ze względu na jego lokalizację i specyficzną klientelę towary tego typu były dość długo dostępne właśnie tam - nie sprzedawały się z przyczyn oczywistych...

  Te czasy właśnie o których tu mowa to te, gdzie najbardziej wyczekiwanym momentem świąt był ten, w którym bezkarnie można było lać się wodą od samego rana do (teoretycznie) południa - a w rzeczywistości prawie do zmierzchu... Te, kiedy w ostatni dzień szkoły przed świętami woźny zamykał główny zawór wodny w szkole, która spływała strumieniami pojedynków na "jajeczka" i "żaby", gdzie Ciało Pedagogiczne dokonywało komisyjnie rewizji tornistrów i kieszeni dla rekwirowania wszelkich wodomiotaczy i wodolejów zalewających szkołę wraz z uczniami. W których przebiegnięcie kilku ulic z wiaderkiem wody nie stanowiło powodu do większej zadyszki.  W tych zwykłych czasach gdzie forma chyba nie miała nic do treści, a sam akt polewania się wzajemnego był nieskrępowaną i wesołą zabawą na cały dzień. Jajka - psikawki stanowiły numer jeden w kategorii "polewaczka przenośna".

  W tym roku kupiłem dzieciakom jajeczka psikawki. Współczesne. Nie musiałem biegać po mieście w poszukiwaniach, nikt też nie szepnął "w szpitalu jeszcze są". Krzyknął do mnie napis, zawołał mnie. Większe są jakieś takie, bardziej chropowate. Kolory bardziej żywe, rażące. Wypada rurka do wewnątrz. Korek niedopasowany. Leje się bokiem. Cieknie w kieszeni. Pewnie z importu. Tandeta.
 Wesołych świąt !








 

10 komentarzy:

  1. Tandeta, ale za to jakie wspomnienia:-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. "Tamte" jakoś nie ciekły w kieszeni, a strumień był prosty i skupiony. Teraz to tylko jakaś tandeta, jajkiem bym tego nie nazwał ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pytam:
    - A mocz? Nie ma żadnych problemów z oddawaniem?
    - ??? - pełna konsternacja na twarzy chłopaka sie maluje
    - No jak sikasz?
    - Normalnie, sikiem prostym.
    :)))
    Tak w drodze skojarzeń śmigusowych i ...przeciekania /no i przecież to kolejne pokolenie/
    ;)

    WESOŁYCH ŚWIĄT

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jakoś mało miałam okazji obsikać z jajeczka, choć takowe posiadałam, żółte podajże. U nas na blokach popularna była wanna, która stała w piwnicy. Więc w sądny poniedziałek, roku każdego wanna wodą była napełniana, sumiennie przez blokowe towarzystwo męskie. No i najczęściej jako pierwsza w tej wannie lądowałam, razem z moim jajeczkiem, które nie zdążyło kieszeni opuścić. Dziś ani jajeczka, ani wanny za to śnieg za oknem.
    Wesołych zatem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie roku każdego nie sądziłaś, że Cię w tej wannie wykąpią ;)

      Usuń
  5. Fajny obrazek tła :)
    Wiesz, Twoje fotki są dobre /delikatnie, żeby nie kadzić zaczęsto ;)/ na tyle, że chce się je powtornie oglądać. Nie mógłbyć zalinkować jakoś do galerii? Widziałam też takie ruchome okienka boczne z miniaturkami. Pomyśl coś proszę :)
    P.S. Patrzę na tę sikawkę i myślę, jak dobrze masz, że masz tych chłopaków - jest na kogo zgonić i "bezkarnie" jajkosikawke /że niby nie sobie/ kupić... ;)
    I jeszcze zawody - czyja dalej - nie opisałeś. To tez sztuka była a i sprawdzian dla sprzętu - nie wspominając o reklamie dla sklepikarzy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Galerii jako takiej blogowej nie mam, myślę nad tym. "Się zobaczy ;) "

      Usuń
  6. Ciekawe ... i ciekawe zmiany. Lubię tego sierściucha co tak ciekawsko zerka ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to nie jest moje ostatnie słowo :)))

      Usuń
  7. Pamiętam te sikające jajeczka. Ale to było dobre dla dzieci,z mojego dzieciństwa zarejestrowałam obraź biegających z wiadrami hord chłopaczych. Chodziło przecież o zwycięstwo, więc taka sikawecźka...Za to doskonale pamiętam te domowe śmingusy, które moją babcię przyprawiały o zawał serca. Woda lała się strumieniami z góry na dół, przy akompaniamencie naszego śmiechu. Brała w tym udział cała rodzina. Szczęśliwe dzieciństwo...Jak tak dzisiaj patrzę na nas wtedy, to przychodzi mi na myśl, że jako rodzina byliśmy jak ten wariat. Jak wariat o którym sąsiedzi mówią że przecież to taki grzeczny i uczynny człowiek. Zawsze się ukłonił, dzień dobry powiedział, zakupy wniósł...niemożliwe że zamordował sąsiada...

    OdpowiedzUsuń

Dodając komentarz:
- jeśli masz stronę/bloga na innej platformie wybierz: "nazwa/adres URL'', gdzie w polu "nazwa" wpisujesz nazwę, w polu "URL" wklejasz adres strony/bloga. Jeśli nie posiadasz takowych - po prostu wpisz swój nick w polu "nazwa". Będzie miło zwracać się "po nazwie"
- jeśli wybierasz "Anonimowy" - na końcu komentarza wpisz swój nick.
Weryfikacja obrazkowa jest wyłączona. Dzięki za wpis.