poniedziałek, 4 czerwca 2012

Rally.


Rally to dzień odświętny, odprasowany - jak odpust prawie, albo dożynki z turniejem strażackim. I meczem. Ciekawość, chłopy i chłopskie syny z dziewczynami, z piwami, z flaszeczką, ze znawstwem...

czwartek, 17 maja 2012

Berlinek. Dzień handlowy.






  Bogatynia, "Berlinek" - pradziadek hipermarketów - wszystko w jednym miejscu. Zanim jeszcze ktokolwiek wpadł na pomysł hipermarketu w moim mieście, "Berlinek" już oferował hipermarketowy towar, wieziony nocą z Berlina Zachodniego rano trafiał już na polowe łóżko lub maskę Fiata 125p nakrytego kocem.

wtorek, 15 maja 2012

Trup.


   Znaleźli kiedyś trupa. Podobno znaleźli, bo nikt z przekazujących tę wieść dalej rzeczonego trupa na oczy nie widział, ale całkiem możliwe że był na miejscu znalezienia tegoż ktoś z samego szczytu tej plotki, kto puścił w obieg ją jako pierwszy. Faktem jest, że nie spotkano naocznego świadka zalegiwania trupa w miejscu o którym mówiono, informacje jego dotyczące były zatem wytworem wyobraźni tych, którzy opowiadali o tym kolejnym napotkanym znajomym.

środa, 2 maja 2012

Pierwszy maja. Czechy.





Tradycją już się staje wesoły happening pierwszomajowy w sąsiednich Vaclavicach (Czechy). Klimatyczna knajpka w centrum wsi staje się centrum przerysowanych obchodów dnia 1 maja, okoliczne płoty i krzaki wystrojone zostają we wszystko, co udało się zachować z minionej politycznej epoki. Transparenty, flagi, mundury, obrazy, portrety i proporczyki sławiące ówczesny porządek w naszej części świata ujrzały światło dzienne i okazały swą nieco już wyblakłą twarz. Prowizoryczna trybuna i kartonik jajek do obrzucania tejże. Czapki z czerwoną gwiazdą, płaszcze z czerwonymi guzikami. Lenin, Gottwald. Piwo, kiełbaski i muzyka. Wesołość. Wszystko z „koprovou omackou” . Oswojone śmiechem. Ani grama powagi.


  








 

wtorek, 24 kwietnia 2012

Guślarz. Po spotkaniu.






   Już po spotkaniu. Trzech nacji, trzech narodów, trzech historii. Byli, przyszli, zostali przyprowadzeni, albo dojechali. Sami lub z kimś. Jedni chcieli, inni powinni, innym jeszcze miało się to opłacić. Byłem z ciekawości. Właściwie to z dwiema trzecimi ciekawości, może nawet z jedną trzecią ciekawości - bo działo się jak zawsze. Do kamer i po kamerach. Do kamer podchody - z kim by tu i na jakim tle. Tańce godowe, tokowanie. Po kamerach sprawa prosta - spadamy. Stąd ta ciekawość dzielona na trzy. Jedna trzecia to sprawa jasna. Wyłączyli nagrywanie - dojadamy i w "długą". Druga z trzeciej części jak to ma w zwyczaju - wikt i opitek, z uśmiechem i obecnością do końca. Rubasznie i swojsko. Trzecia ?

 Trzeciej byłem ciekaw. Chciałem poczuć tę trzecią stronę. Szukałem i znalazłem. W wieku sędziwym, w pogodzie ducha, we wspomnieniach dłoni matczynej, oranżady dawnej smaku, kiełbaskach wędzonych, bułkach nadziewanych, w spacerach, w dziś i wczoraj, w historii równie okrutnej co innych, w niezrozumieniu dziecięcym, w niejednoznaczności uknutej przez możnych, w słońcu tym jak kiedyś, w myśli - że może to jest ten ostatni raz. W odwiedzeniu po prostu, lasce rzeźbionej, uśmiechu i nienachalności.  W tym właśnie punkt potrójny się zawiera.

 To najpiękniejszy obrazek z tego dnia.