Prof. Bralczyk napisał kiedyś - "Jest różnica czy robisz komuś "Łaskę", czy "Laske". Podobnie rzecz ma się ze sztuką latania - czy też łatania - nie jest to prosta sprawa, a dla niektórych wręcz niemożliwa do opanowania...
O polskich drogach można by pisać sagi, bo na przestrzeni lat w tej najniższej formie budownictwa drogowego nie dokonują się właściwie żadne postępy. Wydawać się może, że jest to działanie celowe, mające zapewnić robotę ekipom asfalciarzy na długie lata. Ale to tylko moja opinia.
Ilekroć mówi się o łataniu i naprawach, tylekroć przywołuję w myślach sobie tę drogę, połataną jak spodnie punkowca. Nie jest to najgęściej połatana droga w najbliższej okolicy, są odcinki gdzie trudno zgadnąć które pokrycie było tym pierwotnym. Ale to tylko wrażenie wzrokowe, bowiem pod kołami nie czuć nic. Jak zapewne dostrzegliście, to jest droga w Niemczech...
Pierwszą znaną mi wzmianką na temat polskich dróg jest ta zapisana w pamiętniku Ulryka Werduma, opisującym podróż po Rzeczpospolitej w latach 1670-1672 - zacytuję więc:
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------"... w żadnym polskim mieście nie znajdziesz dobrego bruku na ulicach, a jednak na wszystkich polach zalega pełno kamieni. Mają najlepszą ziemię, jakiej pragnąć mogą, i bardzo dobry umiarkowany klimat. Nie zasadzają żadnych ogrodów, prócz tych w wielkich miastach, z wyjątkiem śliwek i tym podobnych, którym natura sama rosnąć każe...
Droga widoczna na zdjęciach to trasa nr 6 Löbau - Bautzen, miejscowość Hochkirch, luty 2016
Cytat - Ulryk Werdum "Dziennik podróży 1670-1672"


Ojej, trochę nie łapię od razu tego wpisu — to jest o takim „łataniu” spraw, czy bardziej o czymś innym? Natknęłam się na http://punktpotrojny.blogspot.com/2017/03/sztuka-atania.html i próbuję to sobie poukładać.
OdpowiedzUsuń